LOGO
Strona startowa Architektura i Urbanistyka Smutek odchodzenia architektury
Smutek odchodzenia architektury PDF Drukuj
Ocena użytkowników: / 10
SłabyŚwietny 
piątek, 03 lutego 2012 08:26

Tomasz Taczewski, Smutek odchodzenia architektury

(Fot. Materiały redakcji)

 

Nikt nie zna dróg do potomności,

Jedno – po samodzielnych bojach;

Wszakże w świątyni jej nie gości

W tych, które on wybrał pokojach.

Cyprian Kamil Norwid: Laur dojrzały.[5]

 

Sytuacja wartościowej architektury minionego okresu w Polsce jest dramatyczna. Szczególnie los budynków użyteczności publicznej wzniesionych w okresie powojennym, w czasach tzw. „Peerelu”, napawa głębokim smutkiem. Choroba zapoczątkowana w Warszawie spektakularnymi wyburzeniami pięknych, monumentalnych budynków kina „Moskwa” przy Puławskiej, czy „Supersamu” przy pobliskim placu Unii Lubelskiej, nabrała cech epidemii i dotarła do stolicy Śląska. W Katowicach straciliśmy nie tylko dworzec, znakomite dzieło spółki autorskiej Kłyszewski, Mokrzyński, Wierzbicki, halę sportową Baildon, Ośrodek Turystyczny Buszki i Franty w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku, przy okazji budowy tunelu pod Rondem unicestwiono jego podziemne wnętrze projektu Lipowczana. Rozebrano też Pałac Ślubów Króla przy Korfantego. Planuje się wyburzenie kolejnych budynków tzw. "nowego" centrum miasta m.in. biurowiec DOKP przy Rondzie im. Jerzego Ziętka autorstwa Gottfrieda.  Skazana na unicestwienie jest też unikalna Hala Targowa Stefana Bryły...

 

Nie ma już większości obiektów, które pod koniec lat sześćdziesiątych, jako uczeń ostatnich klas warszawskiej szkoły podstawowej im. Stanisława Staszica, oglądałem w Katowicach podczas szkolnej wycieczki poświęconej polskiej architekturze współczesnej. Chodzą słuchy, że z budynków użyteczności publicznej w tych czasach wzniesionych w centrum Katowic szansę na pozostanie ma jedynie „Spodek”  i dom towarowy „Zenit”.

Rodzą się smutne pytania: z czym mamy do czynienia? Co znaczy ten holokaust modernistycznej architektury PRL? Czy zjawisko to jest po prostu zbiorem aktów wandalizmu? Jeśli tak, to jak to jest możliwe w XXI wieku, w mieście, które o mało co nie zostało kolejną kulturalną stolicą Europy?

Hannah Arendt twierdzi, że zainteresowanie twórcą ma sens o tyle o ile jest on autentycznym architektem, twórcą przedmiotów, które cywilizacja zostawia po sobie jako kwintesencję i świadectwo ducha, który ją ożywił. Zwróćmy uwagę, że w Katowicach zniszczeniu ulegają wyłącznie obiekty użyteczności publicznej, pomyślane jako monumentalne. Mieszkaniowa architektura tamtych czasów, wznoszona pod znacznie silniejszą presją ograniczeń prawnych i technologicznych, często niezmiernie prymitywnie, z różnych powodów pozostaje nienaruszona (bo jaki właściciel mieszkania pozwoliłby zniszczyć swoją własność, która może mu służyć jeszcze wiele lat).

Wszystkie niszczone budynki mają wspólne grzechy – publicznego właściciela, doskonałą, centralną lokalizację i zdefiniowaną sytuację własnościową.

Smutek związany z rozstaniem z czymś co odchodzi na zawsze jest zwykłym ludzkim doświadczeniem. Doświadczeniem, które dramatycznie dotyka odchodzące pokolenie i prawie nieuświadamianym przez współczesne. Marian Skałkowski, znany śląski architekt, reprezentant pokolenia aktywnego w latach sześćdziesiątych – osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, parę lat temu proszony o zorganizowanie wystawy swojej twórczości stwierdził, że już nie jest w stanie jej zaprezentować ani udokumentować, bo większości obiektów po prostu już nie ma.

Wydaje się, że mamy tu do czynienia ze sprawą poważną, która zawiera kluczowe informacje na temat społeczeństwa, które dzisiaj tworzymy, jego sposobu myślenia o architekturze, a także o nas samych jako architektach mu służących.

Rozważmy na początek zagadnienie wandalizmu. Europejska tradycja językowa związała z Wandalami pojęcie wandalizmu jako skłonności do bezmyślnego i bezcelowego niszczenia wszystkiego co wzbogaca ludzką kulturę. Pomocą może być wydana w Paryżu  książka  Louisa Réau Historia wandalizmu [6]. Dowiadujemy się z niej, że pojęcie to powstało we Francji w 1794 roku.  Neologizm był wymyślony przez republikanina, deputowanego duchownego Ojca Grzegorza, jako określenie niszczenia dzieł sztuki i architektury podczas rewolucji. Wyliczenie francuskich strat, spisanych w opasłym tomie, zaczyna się dokładnie od Wandali. Barbarzyńcy podczas swej wędrówki, w którą w V w. wyruszyli z terenów dzisiejszej Polski, zniszczyli  dużą część architektury gallo-romańskiej, równocześnie rdzenni mieszkańcy rozebrali resztę na budowę umocnień obronnych…  W zakończeniu dzieła, Michel Fleury i Guy-Michel Leproux, zwracają uwagę, że wandalizm odrodził się współcześnie. Piszą, że obecnie jego przyczyną jest chęć zysku oraz inne interesy ekonomiczne. Ciążą one na losach dziedzictwa równie mocno jak naiwne deklaracje i wybory rewolucjonistów. Twierdzą, że rezultatem tego jest rozmiar zniszczeń, których według nich nigdy w historii nie było tak dużo  jak obecnie i niski poziom dzieł wznoszonych w zamian. Zastanawiają się, jak może istnieć tego rodzaju wandalizm w czasach gdy całe dziedzictwo kultury we współczesnym państwie podlega nadzorowi publicznemu, ochrona jego jest przedmiotem konsensusu społecznego, a ono same przedmiotem nieustającego badania. Ich zdaniem wszystkiemu jest winny francuski aparat ochrony dóbr kultury – jak sądzą, maszyna bez pilota, ślepa i impotentna, pogrążona w sprzecznościach i rozdarta we wszystkich kierunkach!

Odnosząc historię francuskiego wandalizmu do Polski można stwierdzić, że dzieje zjawiska są podobne. Oczywiście, w naszym kraju wszystko jest późniejsze. Za początek można uznać najazd Tatarów z 1241 roku, który spustoszył Małopolskę i Śląsk. Jednak dopiero najazdy szwedzkie XVII i XVIII wieku przyniosły architekturze polskich miast i wielkiej liczbie zamków i pałaców, totalne zniszczenia. Niektóre miasta przestały w ogóle istnieć, inne straciły niekiedy do 90% zabudowy [8]. Skala wandalizmu i rabunku była tak wielka, że jeszcze w XIX w. w niektórych polskich miastach istniały ruiny powstałe w wyniku barbarzyńskich działań Szwedów, nie mówiąc o zamkach, gdzie zniszczenia okazały się w większości przypadków trwałe. I wojna światowa, podobnie jak we Francji , spowodowała zniszczenia terenów objętych działaniami wojennymi. Społeczeństwo po odzyskaniu niepodległości m.in. na obiektach architektury odreagowywało nienawiść do zaborców. Druga wojna światowa była europejskim szczytem wandalizmu i bestialstwa. Zniszczenia były katastrofalne, stanowiły ponad 50% substancji 177 historycznych miast [8]. Szczególnie dotkliwe straty poniosły polskie duże miasta, a nade wszystko Stolica.

Katowice nie znały tych doświadczeń. Właściwie nigdy wandalizm tu nie zawitał. Kolejne przemiany polityczne intensywnie rozwijającego się od XIX wieku miasta oznaczały podejmowanie budowy centrum na kolejnych, wciąż nowych lokalizacjach co dało efekt czytelności nawarstwienia obszarowego architektury poszczególnych okresów historii. Wyjątkiem były plany towarzysza Grudnia brutalnej interwencji w urbanistykę i architekturę Giszowca, zrealizowane na szczęście częściowo wobec zdecydowanego oporu społecznego, w którym aktywną rolę odegrało lokalne środowisko architektów. Po 1990 pojawiły się zjawiska i zaczęły działać siły o których czytaliśmy w dziele Louisa Réau - chęć zysku na powstałym rynku dopuszczającym brutalne realizowanie interesów ekonomicznych. Powoli rozpoczęło się znikanie istniejącej architektury. Trzeba zastrzec, że upatrywanie  winnych  wandalizmów w służbach konserwatorskich (wzorem Michela Fleury i Guy-Michela Leproux) byłoby naiwnością. Tak moglibyśmy myśleć żyjąc w państwie policyjnym.

Za niszczeniem architektury naszych ojców nie stoi żaden Haussman, który musiał posłużyć się destrukcją jako koniecznym antidotum dla chorego miasta. W Katowicach wręcz przeciwnie, widzimy, że jest kryzys, w mieście nowe biurowce stoją puste nie mogąc znaleźć kupców ani lokatorów. Place powstałe po wyburzeniach są niezabudowane i co najwyżej utwardzone żwirem. Wandalizm służy działaniom spekulacyjnym na rynku nieruchomości. Jest zwykłym marnotrawstwem niewyeksploatowanych budynków, które nadal posiadają materialną zdolność istnienia. Kto dał wszystkim tym, którzy decydują o destrukcji  prawo działania dewastującego duży fragment majątku miasta, niszczącego ślady przeszłości i wartości kultury? Zastanawia też brak oporu społecznego mieszkańców, którzy zdają się nie zauważać tego co ma miejsce. Może przyczyna tkwi w braku akceptacji dla modernizmu tamtych czasów?

Architekci, twórcy tych dzieł, byli uczniami i wyznawcami wielkich twórców ruchu modernistycznego, którzy kiedyś zbuntowali się przeciw elitom, chcieli służyć całemu społeczeństwu. Cały dalszy rozwój architektury nowoczesnej miał się z owym buntem wiązać. Idealizowane również przez katowickich modernistów społeczeństwo przemieniło się w dzisiejsze społeczeństwo konsumpcyjne. Główną różnicą pomiędzy społeczeństwem a społeczeństwem konsumpcyjnym w traktowaniu architektury jest to, że elity społeczeństwa pożądały kultury architektonicznej, podnosząc bądź obniżając jej wytwory do poziomu towarów społecznych, używały i nadużywały ich do swoich egoistycznych celów – ale ich nie „konsumowały”. Architektura ta, nawet w zniekształconej postaci, trwała i zachowywała pewien obiektywny charakter, zamieniała się w ruiny i sterty gruzów, ale nie znikała.

Natomiast społeczeństwo konsumentów nie pragnie kultury, lecz rozrywki i pokarmu [3]. Hannach Arendt zauważa, że towary ofiarowane przez przemysł rozrywkowy są przez to społeczeństwo konsumowane dosłownie, tak jak wszelkie inne dobra spożywcze. Architektura nie może być traktowana jak zwykły towar. Według tradycyjnego wzorca, nie jest wartością istniejącą jedynie ze względu na swą użyteczność i wymienialność.

Dawniej architektura trwała pokoleniami. Dzisiaj, zamiast realizować obowiązek remontowy, poprzez rozbiórkę konsumuje się ją w parę tygodni.

Architektura przynależy na stałe do świata posiada swoją godność, którą  mierzy się jej zdolnością stawienia czoła procesowi życiowemu,. Witruwiusz, Alberti i nawet Laugier zakładali, że zużyte budynki będą remontowane lub przekształcane zgodnie z aktualnymi potrzebami a całkowicie zniszczone – zastępowane przez nowe obiekty. Dopiero XIX wieczny romantyzm, wprowadził restaurację budynków jako poważny obowiązek rozwiniętych społeczeństw. [4]

Ciekawe, że gracze rynkowi o tym doskonale wiedzą. Można to prześledzić na przykładzie katowickiego dworca. Pozbawiony on został najpierw bieżącej konserwacji i remontów. Nie usuwano przecieków wody, przez lata utrzymywano niesprawność wszelkich urządzeń mechanicznych, schodów ruchomych itp. Brudny budynek uczyniono miejscem zamieszkania ludzi bezdomnych, narkomanów i żebraków. W sposób chaotyczny wydzierżawiono większość powierzchni publicznych prymitywnemu handlowi i usługom. Wynikiem było świadome odebranie architekturze dworca cech atrakcyjnego towaru, co podkreślał kontrast z przestrzeniami publicznymi w mieście, których poziom stałe wzrastał. Obecnie podobne zabiegi są prowadzone w biurowcu J. Gotfrieda przy Rondzie.

Jednakże bezpośrednim sprawcą zagrożeń nie jest społeczeństwo ani też przemysł rozrywkowy, który odpowiada na jego potrzeby. Przeciwnie, społeczeństwo, jako że nie pożąda kultury, lecz jedynie rozrywki tworzy wspomniany klimat obojętności.  Groźni są deweloperzy i spekulanci nakierowani na uzyskiwanie korzyści materialnych i współpracujący z nimi, na ogół utalentowani  (niedouczeni, cyniczni ?) architekci, bezwzględnie dążący do urzeczywistnienia własnych ambicji, które w tym pełnym kompromisów układzie, w ich przekonaniu, szybko mogą być zrealizowane.

Jeśli chodzi o twórczość architektoniczną to na ogół nie sprawia architektom większych trudności oparcie się niewybrednym pokusom masowej kultury. Znacznie trudniej jest poradzić sobie ze zrozumieniem, że apetyty społeczeństwa masowego są ogromne. Za sprawą przyspieszanej przez deweloperów „konsumpcji” architektura znika, a w jej miejsce trzeba dostarczać coraz nowych towarów, które dadzą się w ciągu paru lat skonsumować i zastąpić nowymi (przykładem supermarkety), gdy tymczasem architektura jest uformowaniem przestrzeni należącym do sfery świata będącej czym innym niż sfera życia.

Hannah Arend pisze, że „…dany przedmiot należy do kultury, o ile potrafi przetrwać w czasie” [1]. Trwałość jest dokładnym przeciwieństwem użytkowości, która sprawia, że budynek stale, po odrobinie znika ze świata zjawisk na skutek tego, że jest użytkowany i podlega zużyciu.

Przypomnijmy co mówił John Ruskin w Siedmiu lampach architektury: „Możemy bez architektury żyć, odprawiać praktyki religijne, ale nie jesteśmy w stanie bez niej pamiętać. Jak zimna jest wszelka historia, jak pozbawione życia wszelkie wyobrażenia, w porównaniu  do tego co współcześnie narody piszą i niezmienne marmury niosą! Bez jak wielu stron niepewnych dokumentów często obywamy się dzięki kilku kamieniom leżącym jeden na drugim! Ambicja budowniczych antycznej wieży Babel była ukierunkowana właściwie, na tym świecie są jedynie dwaj poważni pogromcy ludzkiego zapominania, Poezja i Architektura. Druga  w pewien sposób zawiera się w tej pierwszej i w rzeczywistości jest mocniejsza: dobrze jest wiedzieć, nie tylko to co człowiek myślał i czuł, ale i co jego ręce ręce dotykały, jak ich siła się formowała, na co patrzyły jego oczy, przez wszystkie dni jego życia.” [7] Ale cóż, Ruskin u nas jest praktycznie nieznany. I tu również widzimy jedną z przyczyn tego wandalizmu i społecznej zgody na jego skutki.  Zważmy, że Siedem lamp architektury, które w teorii architektury zmieniło paradygmat podejścia do architektury przeszłości, zostało wydane w roku 1839 i od tej pory nie ukazało się w języku polskim. W zachodniej Europie i Stanach Zjednoczonych jest uważane za wciąż aktualne. Nie traktuje się go jako zabytku piśmiennictwa minionej epoki romantyzmu i wznawia się co kilka lat. Czytania ilu takich ważnych książek wciąż nam brakuje? Kiedy wreszcie staniemy się ludźmi zachodu, którzy jak np. Szwajcarzy -co podkreślał wielokrotnie Kapuściński - szanują swoją przeszłość i nieustannie troszczą o będące ich udziałem rzeczy materialne. Nie wyrzucają na śmietnik tego co aby dalej służyło wystarczy umyć i pomalować.

Ta refleksja smutek odchodzenia architektury i mój pogłębia.

 

 

Dr hab. inż. architekt Tomasz Taczewski, profesor Politechniki Śląskiej.

Politechnika  Śląska w Gliwicach, Katedra Projektowania Architektonicznego.

 

Literatura

  1. Hannah Arendt: Między czasem minionym a przyszłym. Altheia. Warszawa 1994.
  2. Zygmunt Bauman: Nowoczesność i zagłada. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2009
  3. Zygmunt Bauman: Sztuka życia. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2009
  4. Fil Hearn: Ideas that shaped buildings. MIT Press. Cambridge, Massachusetts - London, England 2003
  5. Liryka polska. Interpretacje. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1966
  6. Louis Réau: Histoire du vandalizme. Les monuments détruits de l’art français. Editions Robert Laffont. Paris 1994
  7. John Ruskin: The seven lamps of architecture. Dover Publications, Inc. New York 1989. Reprint wydawnictwa z 1880 roku
  8. Zabytki urbanistyki i architektury w Polsce. Odbudowa i konserwacja. 1 Miasta historyczne. Arkady. Warszawa 1985.
 

Zabytek dnia

WPOnZ - POBIERZ ANKIETY

500 LAT REFORMACJI

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 233 gości 
scdk

Regionalny Instytut Kultury w Katowicach
Dział Centrum Dziedzictwa
40-057 Katowice ul. Teatralna 4
tel./fax +48 32 251 75 63
sekretariat@rik.katowice.pl
logorik spe bip